piątek, 1 maja 2015

Rozdział I

       Mam wielki napływ weny, w związku z tym, że to pierwszy post. Mam nadzieję, że w przyszłości też tak będzie ;v;. Zapraszam do komentowania i czytania moich wypocin ;v;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

      -Yukio... - usłyszałem zaraz po wejściu do domu. Rzuciłem czarną torbę w kąt korytarza, po czym włożyłem ręce do kieszeni bluzy, obdarowując matkę znudzonym spojrzeniem.
-No..?
-Przygotowałam ci śniadanie do szkoły, a Ty nawet go nie wziąłeś! Nie jesz z nami obiadów, nie zabierasz ze sobą jedzenia ani pieniędzy, czy ty coś w ogóle jesz? Jesteś taki blady, a ja..
Wdrapałem się szybko po schodach pozostawiając mamie do wyboru jedynie monolog, by zaraz zniknąć w swoim pokoju. No ludzie, to że mam apetyt jak indyk w Święto Dziękczynienia nie znaczy że mam zamiar zostać anorektykiem. Wszyscy w tym domu ostatnio traktują mnie jak jebaną kinder~niespodziankę, która w miejscu niespodzianki ma wylęgarnię królików. Nie wiem o co im chodzi. Zawsze grzecznie rano wychodzę z domu kierując się w stronę szkoły, a nawet obieram ją sobie za cel marszruty. Może chodzi o to, że zamiast na lekcje zapieprzam na szkolny strych, bawiąc się po drodze w Assasina. Lać na nauczycieli, ale żeby ominąć czujny wzrok konserwatorek-powierzchni-płaskich jak to każe nazywać dyrektor woźne - trzeba być jak ninja.
      Zrzuciłem z siebie bluzę i padłem twarzą na łóżko. Pode mną coś przeraźliwie zapiszczało, a ja z wrzaskiem zeskoczyłem z mebla, z czego grzywka jak zwykle wpakowała mi się z butami w oczy i wypieprzyłem się o obrotowe krzesło zawalone całą stertą ciuchów. Zdjąłem z twarzy swoje własne bokserki przekonawszy się uprzednio, że mama robiła pranie (nie pamiętam kiedy ostatnio miałem na sobie te gacie, ale przecież nie będę się fatygował do pralki. Przez wszystkie urodziny zdążyłem nazbierać dużo majtek i skarpetek od całej rodzinki, podczas gdy moja młodsza siostra zgarniała coraz to nowsze sprzęty ,,potrzebne do nauki". Blond cwaniara w okularach.) i ujrzałem kota Melisy, który patrzył się na mnie tak, że gdyby wzrok mógł zabijać to już bym wąchał sobie psie gówna od spodu. Wstałem i trzymając syczącego sierściucha za futro wyszedłem z mej jaskini kierując się do pokoju mojej siostrzyczki.
       -Wchodzę z buta! - wydarłem się na całe gardło otwierając bez ostrzeżenia drzwi kopem z półobrotu.
Melisa krzyknęła cicho ze zdziwienia odskakując od biurka, na którym piętrzyły się równo poukładane książki. Uśmiechnąłem się szeroko:
-Ooo, wybacz. Nie wiedziałem, że się uczysz. Gdybym wiedział to nie zawracałbym ci głowy pewną paskudną kupą sierści myjącą przed minutą swoją dupę na mojej poduszce, tylko poszedłbym do kuchni i przepuściłbym to przez maszynkę do mięsa. - rzuciłem drapiącego zwierzaka na dywan.
Moja siostra była o półtora głowy niższa ode mnie, miała duże brązowe oczy w różowych oprawkach okularów, bez których była ślepa, długie, jasne włosy i cycki wielkością dorównujące jej mózgowi, czyli miseczka ,,Z" jak wynikało z obliczeń moich kuzynów, z czego mnie to gówno interesowało, bo od zawsze wolałem chłopaków. Był duży kontrast pomiędzy nami, mimo że byliśmy rodzeństwem. Ja miałem kruczoczarne włosy (po mamusi, złotowłosa Melisa wzięła sobie kolorek tatusia), szare oczy, byłem wysoki i nie miałem całe szczęście cycków. Ale już nie raz spotkałem się ze stadem zszokowanych ludzi wołających: ,,Jesteście rodzeństwem, a Ty nie masz cycków?! A no tak, w końcu pederasta."  Zawsze pomijali jedną małą różnicę, że nie miałem piersi, bo byłem CHŁOPAKIEM, a nie dlatego że byłem GEJEM. Jedyne co mieliśmy z siostrom wspólnego to rodziców i blady kolor skóry. Coś jak żywe trupy. Najgorzej było w lato, bo przez czerwoną opaleniznę wyglądamy jak jakieś polaczki na wycieczce z Wesołym Przedszkolem. Tylko mięśnia piwego (całe szczęście) brakuje.
     Melisa zgarnęła kota z podłogi, delikatnie tuląc go do siebie, po czym skierowała na mnie swoje wielkie oczy. Wyglądała, jakby była bliska płaczu.
- W-wybacz, ja nie myślałam, że Lui wejdzie ci do pokoju, ja, ja wiem że sierść ci bardzo przeszkadza, ale n-naprawdę staram się ją sprzątać w całym domu i-i przepraszam, że nie zamknęłam drzwi do twojego pokoju, t-to nie twoja wina, tak w pośpiechu wybiegłeś do szkoły! I-i znów śniadania nie zjadłeś, w-wiem że się starasz i-i ja chcę cię wspierać , a tymczasem znów musisz L-Lui'ego przynosić i..
Właśnie takim typem człowieka była moja siostra. Denerwowała mnie jak osikana klapa i brak papieru w publicznym kiblu. W sumie to była jak kibel. Niby najgorsze pomieszczenie, nikt nie chce mieć tam dyżuru przy sprzątaniu a i tak najbardziej potrzebny ze wszystkiego co trzeba mieć w domu. Tak też było z Melisą. Westchnąłem powstrzymując się od przewrócenia oczami, bo to wywołałoby u niej ryk  tak niepojętego smutku.. Nie wiem za co ona tak kochała ,,tego swojego starszego braciszka", zawsze ją olewałem, w dzieciństwie nie byłem dla niej raczej zbyt przyjemny, a ona i tak uwielbiała mnie ponad życie. A ja w głębi duszy byłem z niej dumny, miała dobre oceny, była inteligentna... Ale chuj z tym i tak mnie wkurzała jak ja-pier-do-lę. Wyszedłem szybko z pokoju, żeby nie słuchać już jej jęków.
      Jakoś straciłem ochotę na relaks w domu, więc zgarnąłem bluzę i czapkę-skarpetę, zbiegłem po schodach i ignorując pełne niepokoju spojrzenia rodzicielki ruszyłem chodnikiem w stronę nocnego, tętniącego życiem miasta..                                  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz